Ale o co chodzi? Ale, że co? Jaki miesiąc miodowy, jakie żałowanie? Zaraz się wszystko wyjaśni.

To jest tak. Minęło 20 miesięcy na emigracji. Szmat czasu albo zaledwie kilkanaście miesięcy. Kiedyś już pisałam o 5 rzeczach, których dowiedziałam o sobie i naszej rodzinie po roku w Kanadzie. A że jestem dusza sentymentalna do tematu rozterek na obczyźnie wracam, podsumowania lubię i robię, więc o tym będzie ten post.

Kim my jesteśmy, jacy jesteśmy mieszkając od ponad półtora roku zagranicą?

Jak my myślimy o sobie w Kanadzie? Polska rodzina myślimy najpierw, jakoś ten przymiotnik polska jest nie do przeskoczenia, chociaż oczywiście w Polsce do głowy by nam nie przyszło się tak definiować. Zatem jesteśmy Polakami w Vancouver.

Czy jesteśmy imigrantami? A może emigrantami? Imigrant dokądś przyjeżdża, a emigrant skądś wyjeżdża. Czyli jesteśmy i jednym i drugim, zależy jak spojrzeć. Czy bardziej definiujemy się jako ci, którzy przyjechali do Kanady, czy jako ci, co wyjechali z Polski ? Określenie emigrant kojarzy mi się z przymusowym opuszczeniem Polski, trochę ucieczką przed, dajmy na to, rządem nie-po-naszej myśli czy kryzysem ekonomicznym. Emigrantami byli opuszczający Polskę w stanie wojennym i ci, którzy wyjechali w 2004 r., kiedy Polska weszła do UE. Czy to my? Wyjechaliśmy do pracy, ale nie za pracą. Czujecie różnicę?

A imigrant, no cóż, imigrantami nie nazwiemy się także, zwłaszcza w świetle tego, co się dzieje w Europie.To pojęcie nijak nie pasuje do naszej sytuacji.

I jeszcze na dodatek imigrant/emigrant na ogół decyduje się na pobyt stały w tym innym od swojego kraju. Czyli wciąż nie o nas, bo starania o permanent residence nadal pozostają w naszej sferze rozważań.

Słowem, nie wygląda na to, żebyśmy  się w którąś z tych kategorii wpisywali.

Zatem kim jesteśmy? Jak się określić po tych 20 miesiącach?

o tak: Jesteśmy ekspatami.

Według Oxford Dictonary jesteśmy ekspatami, ponieważ mieszkamy poza krajem naszego pochodzenia. Słownik Języka Polskiego doprecyzowuje tę definicję pisząc, że ekspaci to osoby wysoce wyspecjalizowane, które wyjechały do pracy poza krajem swojego pochodzenia. Jakby nie patrzeć 1/2 naszego małżeństwa się w tę definicję wpisuje, a druga połowa stara się nie przeszkadzać 😀

Ok, czyli udało się nam mniej więcej zaszufladkować, kim jesteśmy. W sensie zawodowym przynajmniej.

Ale skąd ten miesiąc miodowy w tytule?

Jak to w każdej relacji, mamy z naszym nowym krajem dobre i złe dni.  Miesiąc miodowy mamy już za sobą. Tym terminem określa się początkowy etap emigracji, trwający zwykle od około 2 do 4 tygodni. I jak to podczas miesiąca miodowego, miłość do nowego kraju była ślepa, albo przynajmniej niedowidząca. Wszystko dookoła takie nowe i ekscytujące. Inne niż w Polsce [czytaj:lepsze]. Cieszyliśmy się tym czasem.

A potem przyszły święta, czyli tradycyjny okres, kiedy ludzie gromadzą się wokół siebie. W Polsce w takich momentach było zawsze sporo bliskich. Święta z dala od rodziny rozkładają nawet najbardziej zahartowanych na łopatki. To wtedy najmocniej tęsknimy za Polską i Polakami. Naszymi ludźmi w naszych miejscach.

W  święta rozkrok na emocjonalnym rozdrożu to prawie szpagat. Tam nas już nie ma, a tutaj jeszcze nie zaczęliśmy na prawdę być…..

I wtedy jest trochę jak w słowach Stasiuka o Polsce:

Wiemy, że wie­dzie nas ku zgu­bie, ale nie chcemy jej porzu­cić ani zdra­dzić. Nawet jak w końcu znaj­du­jemy jakąś porządną żonę, to i tak ją potem śnimy po nocach. W Anglii, w Ame­ryce. Nawet na Księ­życu urządza­li­by­śmy sobie Wigi­lię i Zaduszki.

Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Co czujemy?

Pewnie gdybyśmy wtedy wiedzieli o mechanizmach emigracji, jej naturalnych fazach, bylibyśmy lepiej przygotowani emocjonalnie na to, jak będziemy się czuć. Jakie uczucia będą nam towarzyszyły dzień po dniu.

My mieliśmy problem z rozeznaniem się we własnych myślach, a tu trzeba pomóc synom zrozumieć i oswoić ich przeżycia. W dwójnasób ciężej na duszy, kiedy jest się odpowiedzialnym za więcej niż swoje dobre życie.

Teraz dużo łatwiej jest przyjmować codzienność innego kraju na klatę. Bywa, że mocno rozczarowuje i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Wkurza wiele rzeczy, ale to temat na osobny wpis i listę zarzutów.

Ale nie żałujemy decyzji o wyjeździe do Kanady.

Kanada to nasza przygoda życia.

Jest naszym życiem tu i teraz. Nie ma co zastanawiać się, co były było gdyby, tylko trzeba zrobić, żeby było tak, jak chcemy. No pewnie, że to niełatwe. Ale kto powiedział, że ma być łatwo.
Na pytanie: czy wracamy do Polski? – odpowiadamy nie wracamy i nie – nie wracamy. Czyli w sumie nie wiadomo.
To jest nasz czas i nasz kraj. Teraz Kanada. Jutro się zobaczy…
Tego się trzymamy i to nas trzyma.

A Ty z której strony jesteś? Chcesz wyjechać czy myślisz o powrocie?


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Pingback: Dzień zły - Kanada się nada()

  • Pingback: Dwie strony emigracji w Kanadzie. Rozczarowani emigranci()

  • Pingback: Jak dostaliśmy pobyt stały w Kanadzie czyli droga do Permanent Residency - Kanada się nada()

  • podroznik

    najwiekszym problemem za granica jest wciaz polska mentalnosc. ja z tym problemu nie mam, dostosowuje sie piorunem, wtapiam sie w otoczenie. korzystam z dobrodziejstw w danym kraju. na przyklad w uk w pracy ludzie sa przestraszeni utrata pracy, nieznajomoscia jezyka i znalezieniem nastepnej pracy. jak kogos zwolnia to zwiewaja jak myszki, polska mentalnosc.. jak mialem problem z pracodawca, zdazylo sie raz, to nie chowalem sie za miotle tylko skorzystalem ze zwiazku zawodowego i problem znikl natychmiastowo, natomiast reszta rodakow nawet sie nie odzywa, oni dalej mysla, ze sa w polsce, to duzy problem. wywalili od nas z pracy brytyjczyka, od tak z miejsca, trwalo to troche ale za bezpodstawne zwolnienie zaklad musial mu zaplacic 18 tysiecy funtow. polakowi nawet taka mysl by nie przyszla do glowy zeby isc do sadu. mimo 40 na karku i pomieszkiwania juz w kilku krajach, mam zamiar wyjechac do kanady, nie widze problemu zebym nie dal sobie rady, dla chcacego nic trudnego

    pozdro rozsianej polonii 🙂

    • Cześć Podróżniku 🙂 dobrze, że masz taką otwartą osobowość, bo to z pewnością bardzo ułatwia emigrację ! Wiele cech można sobie wykształcić mieszkając zagranicą, nie jest to łatwe i nie przychodzi szybko, ale tak jak napisałeś „dla chcącego nic trudnego”. Pozdrowienia z Vancouver !

  • I ta jestescie dzielni. Ja plakalam przez pierwsze trzy lata emigracji…

    • Tak, tęsknota bywa bardzo dominującym uczuciem. Jestem zwolenniczką teorii, że na wszystko lekarstwem są inni ludzie. Trzeba ich tylko znaleźć 🙂

  • Dziękuję za linka do mnie, bardzo mi miło! No właśnie, ja też mam problem z określeniem mojej sytuacji wyjazdowej: ekspatka (używam tego słowa, ale jednak dość dziwnie brzmi po polsku), imigrant, albo emigrant? Emigrant kojarzy mi się z Wielką Emigracją, a ja też przed niczym nie uciekam, ani nigdzie nie muszę wyjeżdżać. W amerykańskim-urzędowym istnieje jeszcze określenie „resident alien” czyli obcy aka kosmita:-)

    • Dzięki za to komentarz, bo Kosmitka w Kanadzie – o tak, to ja ! I jaki dobry tytuł na bloga 😉

  • Haha, dobre określenie! Choć na słowo ekspata od razu na myśl przychodzą mi dziadki z Kostaryki 😀 osobiscie nie lubię gdy ludzie myślą, że jak ktoś jest za granicą to od razu za pracą.. ja np. przyjechałam do taty który pracował w Kanadzie od 4 lat i po prostu byłam ciekawa. Nie miałam na celu żadnych zarobków czy szczególnej edukacji – po prostu czysta ciekawość. A później trafiłam do high school, jakaś praca, college i tak poszło, że do tej pory siedzę. Tato w Kanadzie od 2005, ja z mamą i bratem od 2009. Jako jedyna w rodzinie mam obywatelstwo i prawo jazdy! Wracać nie zamierzam, nie ze względu, że żyje mi się lepiej (choć skąd mam wiedzieć jak żyłoby mi się w Polsce skoro wyjechałam jako nastolatka?), ale ze względu na to, że będąc w Kanadzie nauczyłam się tego, że z każdego miejsca można zrobić dom, wystarczy mieć odpowiednich ludzi wokół siebie 🙂

    A 20 miesięcy.. ah takie świeżaczki 🙂 A mi niedługo 7 lat.

    • nie rozwinęłam myśli o kanadyjskim obywatelstwie i prawo jazdy.. chodziło mi o to, że jako jedyna chyba tak na 100% się tam zadomowiłam, a reszta mojej famili chyba nadal żyje na granicy, choć tato od zawsze mówi, że jak wróci to może na emeryture 😀

      • Bo tak to już jest, że jedni dobrze się czują pomiędzy krajami, a inni wolą 100% pewności, że tu i teraz jest mój dom na zawsze 🙂

    • Właśnie tak – ludzie są najważniejsi ! Dzięki za komentarz Aniu i dobrego nadchodzącego tygodnia !